|
Na zakończenie
Dżosz jest już dorosłym, poważnym psem. Tak samo łagodnym i spokojnym jak zawsze.
Zadziwił nas latem ubiegłego roku, kiedy wybieraliśmy się na dłuższy wyjazd. Kiedy jedziemy na zwykły spacer na łąkę pod lasem, bywa niecierpliwy, podbiega do samochodu i szczekaniem ponagla nas. Tym razem jednak przeczekał spokojnie całe pandemonium związane z pakowaniem. Jakby wiedział, że to poważniejsza sprawa. Kiedy dokonałam ostatnich oględzin domu (gaz zakręcony, zawór wody też, rośliny podlane…) i mieliśmy już wsiadać do auta – nie ma psa. Wołam go i nic. Wychodzę na zewnątrz, a Dżoszek siedzi spokojnie w aucie (!) i czeka na resztę rodziny.
Letnie upały spędzał na plaży pod parasolem, popołudnia i noce na tarasie. Czasami dochodziło do zabawnych sytuacji – kiedy nieruchome futro było brane za wielkiego pluszaka.
I tak doszliśmy do końca naszej historii…
Czasem tak się zastanawiam, co by było, gdybym owego dnia w Związku Kynologicznym nie spotkała Eweliny i Jarka, i nie byłoby mi dane poznać Holly i jej dzieci. Czy inny pies byłby równie fantastyczny jak ten, którego mamy?
Przyznam się w tajemnicy, że pomału rozglądam się za drugim psem (oczywiście berneńczykiem). Jasiek naturalnie nie chce o niczym słyszeć.
Ale już to przerabialiśmy…
|